Recenzja uprzęży Strap & Bound 3

Znajduję się obecnie na życiowym zakręcie, który to daje mi okazję do przemyślenia i uporządkowania wielu spraw. Określenia tego, kim jestem i czego szukam. Także w sprawach seksualnych. Jak pogodzić to, że będąc bardzo uległą, jednocześnie uwielbiam nosić i używać strap-ona? Jakiś czas temu znalazłam sformułowanie „service top” i stwierdzam, że bardzo dobrze opisuje ten istniejący we mnie rzekomy paradoks. To określenie osoby, która chociaż jest „na górze”, to jeśli chodzi o emocjonalny aspekt, pozostaje na usługach partnera/-ki.

Dodatkowo do podobnych przemyśleń skłania mnie otrzymanie do testów nowej uprzęży Strap & Bound III, która powstała dzięki współpracy dwóch niemieckich producentów: Strap and Bound i Fun Factory. Jest ona ręcznie wykonana z miękkiego dżinsu, w pełni wegańska i zadziwiająco wygodna.

Pierwszy strap-on pojawił się w mojej szafie kilka lat temu. Uszyłam go według wykroju znalezionego na tej stronie, dodając napy przy mocowaniu metalowego pierścienia, tak by można go było wymienić na większy, oraz klamerkę na pasku nad tyłkiem. Mimo amatorskiego wykonania śmiem twierdzić, że nie ustępuje ona komercyjnym nylonowym uprzężom. Po co mi więc Strap & Bound?

Po testach znam odpowiedź: żeby uniknąć sytuacji, w której atmosfera pryska, bo przez 5 minut mocuję się z paskami, by wszystko leżało tak, jak chcę. Komfort i atrakcyjny wygląd to tylko dodatkowe bonusy.

Zacznijmy od tego, że nie jest to nylonowa uprząż. Na rynku gdzie głównie dostępny jest właśnie nylon, skóra, bądź lateks – Strap & Bound stanowi ciekawą odmianę. Użyty materiał jest miękki i przyjemny w dotyku. W przeciwieństwie do pozostałych nie wpija się irytująco w skórę i nie obciera.

DSCN1549

Połączenie wspomnianej miękkości z regulacją na półkola sprawia, że dopasowanie długości pasków jest szybkie i łatwe. W niczym nie przypomina siłowania się z szelkami od plecaka (a tak właśnie wyglądało wcześniej nakładanie przeze mnie uprzęży). W dodatku paski mają różną szerokość, więc nawet przy nastrojowym oświetleniu, dodatkowo zamroczona pożądaniem, nie muszę się zastanawiać co gdzie ma iść. Po prostu dwoma krokami wchodzę w uprząż, naciągam na biodra, krótko szarpię za 3 paski i mam! Mogę wyrobić się w minutę i uzyskać taką samą stabilność, co w poprzedniej uprzęży i zachować przy tym twarz.

Trzeba jednak uważać, by nie zacisnąć pasków zbyt mocno, gdyż rozciąga to silikonowy pierścień i dildo (nawet takie o bardzo szerokiej podstawie), wypada. Przygotowana do sytuacji, gdzie ciaśniejsze zapięcie oznacza mniej obcierania, muszę się tego oduczyć. Nieco luźniejsze zapięcie nie zmniejsza kontroli nad penetracją.

Kolejnym ważnym plusem Strap & Bound jest możliwość użycia go do stabilizacji dilda Share. Z początku byłam do tego sceptycznie nastawiona – w końcu nawet nie przyszło mi do głowy parować Share z moją starą uprzężą (a szkoda!). Okazuje się jednak, że pomysł działa. Wprawdzie sprawia, że Share jeszcze bardziej celuje w pępek i skraca o przynajmniej centymetr długość użytkową, ale za to wreszcie mogę Share używać z rozkraczonymi nogami. To bardzo rozszerza skromny repertuar pozycji, w jakich mogę używać tego dilda. Ważna rada: najpierw zakładamy Share, potem dodajemy uprząż.

Niestety, poza Share, większość dild Fun Factory będzie w Strap & Bound lekko opadać, tym bardziej, im niżej je zamocujemy. Nie jest to jednak wina uprzęży, a kąta, pod jakim ich trzonki wyrastają z podstaw, oraz oczywiście grawitacji. Mam nadzieję, że Fun Factory wprowadzi do swojej oferty coś na kształt mojego ukochanego Tantusa Acute, albo dild BS is Nice. Póki co, da się do tego opadania przyzwyczaić.

Co zmieniłabym w Strap & Bound? Na pewno przydałby się opcjonalny kawałek materiału z kieszonką na wibrator. Na początku myślałam, że trzeba by do tego dodać napy przy silikonowym pierścieniu (kieszonka musi być zdejmowalna, jeśli chcemy używać uprzęży z Share), ale po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że przecież bez trudu można by rozebrać uprząż na części i przeciągnąć troczki przez otwory w kieszonce. W prawdzie ja swojego starego przedniego kawałka szybko przestałam używać, ale głównie dlatego, że został uszyty, zanim kupiłam Salsę i na długo nim dostałam Tango i żadnej kieszeni nie posiadał. Poza tym, w czasie używania strap-ona zwykle skupiam się całkowicie na reakcjach drugiej osoby i nie potrzebuję fizycznej stymulacji. W związku z tym zrobienie nowej, ulepszonej kieszonki, w sytuacji, gdzie nie miałam już dostępu do maszyny do szycia, nie stanowiło priorytetu. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla wielu osób taka kieszeń z odpowiednio silnym pociskiem byłaby dużą zaletą.

Jedyne rozwiązanie powyższej kwestii, jakie mi przyszło mi do głowy (poza uszyciem kieszeni samemu, oczywiście), to umieszczenie mojego starego Better Than Chocolate pod uprzężą. W prawdzie wygląda przekomicznie – na tyle, że nawet nie chcę pozować do takich zdjęć dla celów recenzyjnych – ale do mojej anatomii pasuje jak ulał. Zastanawiam się czy Laya Spot od Fun Factory nie mógłby też tak pasować. W dodatku, jeśli chciałabym zwiększyć głębię penetracji, bo miałabym wpięte dildo długości Amora, to taki trick bardzo by pomógł. Kto wie, może jeszcze polubię Better Than Chocolate1.

Długo zastanawiałam się czy zastosowanie jednego, przymocowanego na stałe silikonowego pierścienia, nie obróci się przeciwko użyteczności uprzęży. Po wielu testach jestem jednak spokojna. Silikon to nie jest guma, nie obawiam się, że się rozciągnie, sparcieje. Prędzej uprzęż zmechaci się i powyciera od ciągłego używania (życzcie mi tego!), niż cokolwiek złego spotka ten pierścień. Jeśli poprawnie – nie za ciasno – założę uprząż, to wszystkie moje dilda, nawet znana z wypadania stara wersja Tantusa Acute (kilka lat temu Tantus wyszedł z nową wersją o solidniejszej podstawie), się trzymają. Jak się zapomnę i zacisnę tak, by zrobić ze swoich ud serdelki, wypadają wszystkie. Ponadto wydaje mi się, że silikonowy pierścień trochę amortyzuje i czyni uprzęż jeszcze wygodniejszą.

DSCN1550

Jeśli chodzi o wykończenie i stronę estetyczną, to Strap & Bound prezentuje się znakomicie. Jak widać ze zdjęć, szwy są równe, jak od linijki. Elementy metalowe błyszczą się, nie są zmatowiałe czy zadrapane. Trzema słowami: jakość pierwsza klasa. Trochę poprzeglądałam strony sklepów oferujące Strap & Bound w poprzednich wersjach i czekam aż Fun Factory wprowadzi do oferty inne opcje kolorystyczne (różniące się kolorem tasiemki). Tak samo mam nadzieję, że pojawi się uprząż plus size. Strap & Bound pasuje na osoby noszące europejskie rozmiary 34-46. Kobiety o bujniejszych kształtach także zasługują na komfort.

Untitled-1

Tak więc stwierdzam, że Strap & Bound to bardzo udany produkt z wyższej półki. Znajduje to odzwierciedlenie w cenie, na której wysokość składają się nie tylko wysokiej jakości materiały ale i godziwe wynagrodzenie dla niemieckich szwaczek, które odwalają kawał dobrej roboty. Podobnie kosztują legendarne wręcz skórzane uprzęże Aslan Leather (w tym wege-wersja Jaguara z eko skóry). Jeszcze droższe (i podobno stabilniejsze) są produkty Spare Parts Hardware, ale to już zupełnie inny stopień wtajemniczenia.

 

  1. marne szanse. Nawet dwa Duracele nie są w stanie zmienić tego, że stara wersja BTC ma silnik słabszy niż frezarka do paznokci z Biedronki.

One Pingback/Trackback

    14 June 2016 at 1:06pm
    […] http://pl.kinkykittensplay.com/2016/05/recenzja-uprzezy-strap-bound-3/ ...
  • Cıvata

Jedna myśl nt. „Recenzja uprzęży Strap & Bound 3

  1. Pingback: Cıvata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *