Ignorancja nie jest feministyczna

Miałam pisać o zatyczkach analnych. Ale w ręce padła mi „Cunt” („Cipa”) Ingi Muscio. Więc dostaniecie przed-recenzyjną tyradę.

Nic tak nie obrzydza mi feministycznych, seks-pozytywnych publikacji jak antynaukowe, irracjonalne i pełne ignorancji stwierdzenia. Nie mogę znieść bzdur. Są szkodliwe i obraźliwe. Za każdym razem gdy ktoś krytykuje „zachodnią” medycynę za to, że jest dziełem mężczyzn mam wrażenie że krytyczne myślenie i logika przekracza możliwości osób wypowiadających się w ten sposób.

Mierżą mnie ludzie, którzy promują Wielkie Suplementy i Wielką Hochsztaplerkę jednocześnie krytykując przemysł farmaceutyczny za bycie przemysłem. Ręce mi opadają jak kobiety potępiają wysoko efektywne formy antykoncepcji, jednocześnie nie wspominając, że proponowane przez nie alternatywy są odpowiednie tylko dla tych dla których nieplanowana ciąża nie stanowi problemu. Niedobrze robi mi się, gdy ktoś wygłasza peany na cześć menstrualnej ekstrakcji czy aborcji przy pomocy ziół. Jeśli te metody są takie bezpieczne i efektywne, to po co walczyć o dostęp do legalnej aborcji wykonywanej przez lekarzy i  o dokładnie przetestowanych tabletek RU-48?! I niecierpię tłumku pokrzykującego o tym jak to „poród jest zmedykalizowany”.

Przyznam, że bzdury te uwodzą swoją prostotą. Wystarczy zamknąć oczy i zwizualizować, a wszystko będzie dobrze. Jakie to pocieszające. Szkoda tylko, że pocieszenie to jest fałszywe. Kiedyś zdarzyło mi się ulec propagandzie ruchu rodzenia w domu. Obejrzałam Orgasmic Birth i Busines of Being Born. Zobaczyłam jak niewyszkolone położne (te z USA, o których kręci się filmy nie kończą położnictwa tak jak ma to miejsce w Polsce) używają sprzeciwu patriarchatowi by sprzedać fantazję o odzyskaniu kontroli poprzez pozbawiony znieczulenia naturalny poród. Na szczęście klapki z oczu odpadły jak zobaczyłam statystyki śmiertelności okołoporodowej (którymi położne już się nie chwalą).

Medycyna, gdy praktykowana jest zgodnie ze swoimi założeniami, opiera się na dowodach skuteczności. Na znaniu plusów i minusów i tego, w którą stronę przechyla się wskazówka. Jednym z powodów dla których bzdury zdobywają sobie wyznawców jest to, że nie wymagają one ani wiedzy, ani krytycznego myślenia. Łatwiej jest „wsłuchać się w swoje ciało” niż przeanalizować wyniki i metodologię próby klinicznej. Łatwiej wymyślić „całościowe podejście” niż spędzić ponad 5 lat studiując prawdziwe interakcje między procesami zachodzącymi w ludzkim ciele oraz mechanizmy wywoływania symptomów przez choroby.

Recenzja książki pojawi się na stronie w nowym roku, do tego czasu prosze was nie dajcie się zwariować i zachowajcie zdrowy rozsądek. Nie przyjmujcie czegoś jako prawdy objawionej tylko dlatego, że ładnie brzmi i jest łatwiejsze.

Zachowaj otwarty umysł – ale nie na tyle, że wypadnie ci mózg

najczęściej przypisywane Richardowi Feynmanowi